Hej! To po to ja męczyłam się ponad pół godziny z komputerem, aby tata przyszedł z wiadomością o naprawionym laptopie? Uwierzcie, jeszcze chwila, a myszka i klawiatura latałyby po pokoju.
Uwaga, tego lepiej nie czytajcie. Nie wierzę, że wreszcie to piszę, być może to chwilowa słabość. Mam coraz większą ochotę wyłączyć się z internetu. Zero Facebooka, przeróżnych stron, a co za tym idzie - bloga. Oznaczałoby to zawieszenie i boję się, że mogłoby długo potrwać. Mam trochę tego dość. Po pierwsze, przestałabym się męczyć z wszelkimi elektronicznymi urządzeniami. Mniej stresu, więcej czasu na inne zajęcia. Ale nie potrafię tak po prostu Was porzucić. Czasami tylko ten blog i moi najwspanialsi Czytelnicy są dla mnie motywacją. Być może gdyby nie to, że tu jestem, nie zajmowałabym się tworzeniem w takiej skali. Ale wiecie, ta ochota bierze się zapewne stąd, że najchętniej odcięłabym się od rzeczywistości, zamieszkałabym w zaciszu jakiegoś lasu i odpoczęła.
Mam swój Zniszcz ten dziennik. Postanowiłam dzielić się z Wami co jakiś czas postępami mojej kreatywnej destrukcji. : ) Dziś odsłona pierwsza. Pizza była świetna!
Na swoją premierę Kosogłosa muszę trochę poczekać, więc wczoraj włączyłam W pierścieniu ognia. Wszystkie uczucia po przeczytaniu książki powróciły, a ja chcę więcej!
Pozdrawiam ♥