niedziela, 12 listopada 2017

570.


W tym tygodniu udało mi się nie raz przegrać, hura! Porażka w starciu z punktualnością choć tak nie lubię się spóźniać, a zegarki jakby specjalnie kurczyły moją dobę. To nie jedyna złośliwość rzeczy martwych. Wszelkie sprzęty chyba mnie nie lubią i odmawiają posłuszeństwa, gdy tylko ich tknę. Na dodatek moje pomysły nie spełniły oczekiwań czego efektem jest dzisiejszy nieidealny wpis. Fakt posiadania zmiennocieplnego serca przysparza mi coraz to nowych kłopotów jakby ich było mało na liście do rozwiązania. Czy mimo to jest u mnie miejsce na mały sukces? Chyba tak. Mam ogromną chęć jutro wstać i wiedzieć jakie wyzwania jeszcze przede mną.




niedziela, 5 listopada 2017

569.


Wiedziałam, że biorę na siebie sporo, ale może nie spodziewałam się, że wszystko będzie tak czasochłonne. Aby pogodzić przyjemne i te mniej ulubione dziedziny życia znów wprowadzam w życie tryb krótkiego snu opracowany niegdyś do perfekcji. Zdarzają się dni, gdy od środka palą mnie napięcie i stres, ale są też takie jak ta niedziela, gdy emocje ze mnie spływają, głowa odpoczywa, a ja nabieram sił na nowy tydzień. Pojawia się też u mnie wena na nowości, w tym świąteczne twory, które za jakiś czas zacznę publikować. Dni mijają mi szybko, za chwilę już znów zima.




niedziela, 29 października 2017

568.


Jak ja się cieszę, że w mojej zagmatwanej duszy jest miejsce na miłość do muzyki. Jest czymś jedynym w swoim rodzaju. Emanują z niej wszelkie możliwe emocje. Pomaga w trudnych momentach, gdy moja głowa potrzebuje solidnego odciążenia z myśli. Wie dokładnie co czuję i idealnie się dostosowuje. Jest ze mną, gdy się cieszę, gdy dobrze się bawię, gdy zrywam się do tańca. Pełni też funkcję schowka dla wspomnień. Niejedna piosenka przypomina mi warte zapamiętania chwile z przeszłości. Są też takie, dzięki którym marzę. Muzyka ze mnie nie będzie, bo ni śpiewać ni grać nie potrafię, ale przecież słuchać mogę zawsze, prawda?



niedziela, 22 października 2017

567.


Mijam się z jesienią. Dostrzegam ją kątem oka gdzieś za szybą będąc w rozjazdach. Wśród zieleni wyłapuję inspirujące brązy. Biegam tu i tam, a ciepłe promienie słońca ledwie zdążają muskać moją twarz. W wolnych chwilach trafiam na piękną deszczową pogodę, która znowu zaczyna się panoszyć. Jak nigdy potrzebuję wszystkiego co słodkie w dawkach kilka razy na dobę. Osłodą dla duszy są również krótkie i dłuższe rozmówki. Jestem niczym wędrowiec, który na zmianę odnajduje i gubi ścieżkę, po której powinien iść, ale chyba tak ma być, nie ma u mnie miejsca na nudę i stałość. Drzewa robią to samo - stają się zbiorem zgrabiałych gałęzi, by zaraz znów tętnić życiem młodych pędów. Kończąc w temacie drzew i jesieni zostawiam Was z garstką przypadkowych migawek.













niedziela, 15 października 2017

566.


Nie umiem zmienić raz podjętej już decyzji. Nawet jeśli ta zmiana miałaby oznaczać coś lepszego. Uparcie trzymam się tej pierwszej wersji nie wierząc, że mogę iść inną drogą jeśli tylko tego zechcę. Pojawia się gdzieś we mnie blokada i wszelkie myśli co by było gdyby odrzucam jak najdalej od siebie. Czasem natrafiam na presję otoczenia oraz bliskich, ale nawet ich rad nie potrafię wysłuchać. Wszystko to bierze ze strachu przed dokonywaniem ważnych wyborów. Często wybieram te łatwiejsze opcje, bo obiór trudniejszej ścieżki mógłby nieść za sobą nieprzewidywalne skutki. A może wbrew wszystkiemu mój upór ostatecznie okaże się dobry? Na razie niech to pytanie będzie retorycznym.